ABT Kit jest najtańszym statywem w ofercie Genesisa. Jak się okazało, radzącym sobie bardzo dobrze z zadaniami, do których został zaprojektowany. Ale o tym za chwilę, najpierw kilka słów o samym statywie.

Głównym tworzywem jest aluminium. Jest trzykrotnie tańsze od włókien węglowych, a cięższe mniej więcej o jedną piątą, czyli nie tak wiele. Całość waży 1,57 kg. Maksymalna wysokość statywu rozłożonego wraz z kolumną centralną wynosi 146 cm. Taka wysokość wystarczy pejzażystom i przyrodnikom. Fotografom wnętrz może w niektórych sytuacjach brakować jeszcze jednej sekcji.

Sekcje są cztery, blokowane zatrzaskiem. Osobiście bardziej je lubię od pierścieni blokujących, bo są szybsze w użyciu. Mając jednak w pamięci kiepskie rozwiązania tego mechanizmu w niemarkowych statywach, musiałem przełamać obawy, ale poszło gładko. Zatrzaski pracują płynnie i pewnie, a nawet silne oparcie się o statyw nie powoduje samoistnego przesunięcia się sekcji. Na spodach nóg znajdują się gumki, które stawiają opór na śliskiej powierzchni, a jednocześnie są wystarczająco twarde, by tłumić wibracje od wiatru. W tym statywie gumek nie zastąpimy innymi końcówkami. Ma to jednak swoją zaletę: nie zgubimy ich, zapominając o dokręceniu przy zmianach, co mnie już kiedyś się zdarzyło.

Nogi można rozstawić w trzech pozycjach ustalonych zatrzaskami bądź w dowolnej, nie ograniczonej nimi, dzięki sztywnemu ich połączeniu. Siłę tego łączenia można dopasować do własnych wymagań za pomocą klucza imbusowego, który znajdziemy w zestawie. Jedną z nóg można odkręcić i używać jako monopod, dużo lżejszy od statywu, a użyteczny przede wszystkim w plenerze, w pochmurne dni podczas używania teleobiektywu. Mamy tu jeszcze kolumnę centralną, mocowaną tym razem pierścieniem, którą w razie potrzeby można odwrócić, dzięki czemu aparat może znaleźć się tuż nad poziomem gruntu. Kolumna posiada hak, który można dodatkowo obciążyć, tłumiąc drgania od wiatru bądź „płynięcie” statywu na miękkim gruncie. A dociążać statyw można, gdyż producent gwarantuje poprawną pracę przy obciążeniu aż dziesięcioma kilogramami.

Statyw sprzedawany jest z głowicą kulową ABH-36, z typową szybkozłączką i obrotową podstawą do panoramowania. Śruba blokująca nie ma dodatkowej regulacji luzu, jak w głowicach droższych, ale pracuje bardzo przyzwoicie, a gumowe wykończenie umożliwia sprawne posługiwanie się nią także w rękawiczkach. Głowica posiada dwie libelle do ustawiania poziomu, z czego będziemy korzystać jeśli nasz aparat nie jest w nie wyposażony. Oczywiście udźwig głowicy także wynosi 10 kg.

Całość spakowana jest w zgrabny pokrowiec, z możliwością noszenia na ramieniu. Paska nie odepniemy, ale można go skrócić w ten sposób, że będzie przylegał do pokrowca. I tutaj jest pewien problem logistyczny: złożony statyw ma tylko 44 cm długości, ale pod warunkiem odwrócenia nóg względem pozycji, w której zwykle się fotografuje. Jeśli natomiast chcielibyśmy ich nie odwracać za każdym razem, statyw w całości nie zmieści się i będzie nieco wystawać. Nie mam pojęcia jak to rozwiązać, być może w pokrowcu powinna pojawić się jeszcze sekcja przedłużająca o tych kilka centymetrów. Z drugiej strony nie ma problemu, by podczas wycieczki głowica wystawała z pokrowca.

Jak wspomniałem, jest to statyw podstawowy z serii, lecz postanowiłem nie dawać mu taryfy ulgowej. Czekałem na wyjątkowo wietrzny dzień, wybierając się z teleobiektywem na wzgórze Lasoty, znajdujące się ponad Krakowem. Na Kopcu Krakusa, gdzie powstają najpiękniejsze panoramy miasta, wiatr był tak silny, że z trudem dałem radę tam stać.

Postanowiłem odwrócić kolumnę centralną i z tej pozycji zrobić zdjęcie ogniskową o ekwiwalencie 300 mm przy czasie 1/60 sekundy. Jak widać, ostrość zdjęcia jest doskonała.

Zdjęcie zrobione z ręki, przy 1/200 sekundy i tak mocnym wietrze nie było zadowalające. Widać mikroporuszenia, z którymi nie poradziła sobie nawet stabilizacja aparatu.

Na koniec prawdziwe wyzwanie: ekwiwalent 600 mm. Chwila czekania na odrobinę słońca, dzięki czemu czas można było skrócić do 1/200 sekundy i pełen sukces: zdjęcie ostre. Przy takich ogniskowych, przy obiektywach manualnych problemem jest także samo ostrzenie. Z ręki precyzyjnie zrobić tego nie sposób, a dobry statyw powinien nie wnosić drgań podczas manipulacji pierścieniem ostrzenia. ABT kit poradził sobie z tym.

Zima, zwłaszcza taka bezśnieżna, to czas statywu. Światła wiele nie ma, do tego gęste chmury pojawiają się często i właściwie bez statywu długie tele nie da nam ostrego zdjęcia.

Podsumujmy na koniec mocne i słabe strony zestawu ABT kit:

+ stosunek możliwości do ceny
+ stabilność statywu i głowicy
+ zatrzaski, szybkie i pewne
+ udźwig
– ograniczona wysokość, której może braknąć w fotografii wnętrz
– konieczność odwracania nóg statywu podczas jego chowania do pokrowca

Maksymalna wysokość sama w sobie nie jest wadą, tylko cechą. Jeśli będziemy potrzebowali wyższego statywu, wybierzemy inny model. ABT kit mogę polecić nie tylko jako pierwszy statyw dla amatora, lecz także tym, którzy fotografują dużo w ciężkich warunkach i dźwigając niespełna 200 gramów więcej, nie będą mieć rozterek podczas wsadzania statywu do wody czy błota, jak by to było z wielokrotnie droższymi statywami węglowymi.