Jeśli na coroczny pokaz sztucznych ogni w Krakowie przychodzi sto tysięcy ludzi, to z pewnością imprezę tę fotografuje pięćdziesiąt tysięcy. Oczywiście większość posługuje się telefonami, ale przy tej okazji można spotkać też wielu miłośników fotografii rozstawionych ze statywami, zaopatrzonych w lustrzanki i wiedzę. Niestety bardzo często zdjęcia wyglądają tak:

Fajerwerki zastawiają pułapkę, w którą wpadają prawie wszyscy. To zjawisko o niezwykle silnej dynamice i niskim poziomie jasności średniej. W rezultacie automatyka aparatów sprawia, że zdjęcia są prześwietlone. Wiedza donosi, słusznie zresztą, by nie ufać automatyce i ustawić parametry według schematu: przysłona „ze środka”, niskie ISO i czas z przedziału część sekundy — kilka sekund, na oko, z możliwością skorygowania podczas pokazu. Pomijając, że rada jest niezbyt dobra, zapominamy o drugiej automatyce, w którą jesteśmy wyposażeni my sami. Rzut oka na wyświetlacz, obserwacja: za ciemno, decyzja: otworzyć przysłonę albo podbić czułość. Zresztą nie ma czasu na dywagacje, bo pokaz długo nie trwa. Nie raz już widziałem objawy paniki, gdy aparat nijak nie chciał robić tego, czego oczekiwał jego właściciel. A jak to powinno wyglądać naprawdę?

Najpierw nieco teorii. Wybuchy petard to bardzo dużo światła, z reguły o wysokiej chrominancji (kolorystyce), bo ma być kolorowo. Jeśli coś jest bardzo kolorowe, to łatwo ulega przepaleniu, stając się białe i mdłe. Tego na małym wyświetlaczu aparatu, oślepieni błyskami, nie zobaczymy. Trzeba przyjąć do wiadomości, że tak jest, pozostawiając duży margines niedoświetlenia. Przykładów poniższych na wyświetlaczu prawie nie było widać. Ktoś kto nie ma doświadczenia z pewnością podbiłby ekspozycję.

Światło fajerwerków zwykle bywa punktowe. Tych świecących punkcików pojawia się czasem mnóstwo, ale mają one tę cechę, iż na przysłonach niekołowych (a więc prawie wszystkich) wokół każdej jasnej kropki pojawiają się gwiazdki. W przypadku pojedynczych latarni czy świateł samochodów można uznać, że jest to ładne. Jednak tutaj tworzyłoby chaos. Dlatego najlepiej obiektyw otworzyć do końca i tak było w większości poniższych przykładów.

Kłóci się to z punktem wcześniejszym, bo mamy niedoświetlać, a tymczasem musimy pracować przy otwartej przysłonie. Z pomocą przyjdzie nam filtr szary i to on jest bohaterem opowieści. Filtr ND 16 umożliwił pracę z otwartym obiektywem Irix 15 mm przy czułości ISO 100. Pamiętajmy aby absolutnie nie podbijać tej czułości. Pracując na tak dużym niedoświetleniu i przy tak wielkiej dynamice tylko przy najniższej czułości mamy szansę wyciągać obraz bez szumów. W tym wypadku użyłem filtru żelowego (kawałeczka folii), który ma bardzo dobre właściwości optyczne przy nieporównywalnie niższej cenie. O tym, że należy używać rawów, a zdjęcia będą cieszyć dopiero po nieco zaawansowanej obróbce, chyba nie muszę wspominać.

No i ostatnia rzecz. Zwyczajne wrzucenie takich zdjęć, to znaczy mających bardzo drobne, kolorowe szczegóły, na któryś z portali poświęcony fotografii, może nas rozczarować. Powszechnie stosowane algorytmy kompresji zmniejszają rozdzielczość chrominancji na tyle, że tym razem będzie to widoczne. Żywe barwy zostaną stonowane i przygaszone. Żeby tak się nie stało, będziemy musieli mieć możliwość ręcznej kontroli kompresora. Zdjęcia, które tu widzimy, zostały skompresowane aplikacją IrfanView z wyłączeniem subsamplingu. Objętość zdjęć może wzrosnąć nawet dwukrotnie, ale kolor zostanie zachowany, nawet przy stopniu kompresji 85%, którą stosuję dla wszystkich zdjęć na swojej stronie.

Niezwykle subtelny kolor i kreska jak na tak dynamiczne zjawisko. Czas naświetlania — 6 sekund, przysłona F/5.6

Inny rodzaj ogni, różnokolorowe błądzące punkty przez pięć sekund naświetliły taki obraz.

W ciągu trzech sekund naświetliła się wygasająca seria „parasoli” oraz dolna „fontanna”, na tyle silna, że znalazła się na skraju przepalenia, ale kolor został jeszcze zachowany.

Kolejne trzy sekundy i znowu dwie serie na jednym zdjęciu. Przysłona F/5.6

Czas nieco krótszy (dwie sekundy), ale za to trzy rodzaje ogni, które ułożyły się w pewną kompozycję. O komponowaniu świadomym raczej trudno mówić, jeśli nie mamy żadnego wpływu na przebieg pokazu, jednak przy dużej ilości zdjęć jest szansa na ciekawe układy.

Warunki jak wyżej, scena jeszcze bardziej rozbudowana.

Granica wypalenia, ale wciąż problemów nie ma.

1/4 sekundy i zupełnie inny obraz. Czasy z podobnych przedziałów warto stosować w scenach finałowych.

A teraz bardziej klasyczne ujęcia. Pięć sekund naświetlania.

Czas: trzy sekundy.

Ponieważ zwykle w takich zdjęciach nie ma punktu odniesienia, można mocno zakrzywić horyzont. W ten sposób otrzymujemy skośną kompozycję, ciekawszą niż ujęcie poziome. Czas: jedna sekunda.

Tylko pół sekundy, a scena sprawia wrażenie największego ruchu w serii.

I na koniec bardzo malownicze ujęcie finału naświetlane przez trzy sekundy, jednak ze względu na dużą ilość światła przy przysłonie F/5.6

Zdjęcia powstały przy pomocy obiektywu Irix 15 mm, aparatu Pentax K1 i filtru żelowego ND 16. Jeśli nie zaznaczono inaczej, przysłona została otwarta (F/2.4)