Śląsk to kraina powszechnie w Polsce znana. Kojarzy się istniejącymi jeszcze niedawno kopalniami węgla i dymiącymi kominami. Podobne, lecz jeszcze bardziej rozległe zagłębie, znajduje się w Niemczech nad rzeką Ruhr. Po stu latach świetności, jak w większości takich miejsc na świecie, pojawił się problem braku opłacalności wydobycia. Od kilku dekad region ulega przekształceniom i dziś jest to centrum przemysłu nowoczesnego oraz kultury. Odbywają się tam liczne festiwale, wystawy, a w regionie znajduje się kilkadziesiąt oddziałów różnych muzeów, w tym najwięcej związanych z historią przemysłu. Jedno z nich, na obrzeżach Dortmundu, postanowiłem odwiedzić.

Gdy w sześćdziesiątych latach zamykano kopalnię Zollern, część pracowników postanowiła uratować ten wyjątkowy obiekt, zamieniając go w muzeum. Ze względu na architekturę budynków, kopalnię nazywano Pałacem Pracy. Historyzm przeplata się tu z elementami nowoczesnych dla przełomu wieków rozwiązań, w tym olbrzymich, oszklonych hal wspartych na stalowych rusztowaniach.

Mając Pentaxa z nowoczesną matrycą i Irixa 15 mm, który charakteryzuje się wysoką transmisją, pozwoliłem sobie na forsowanie cieni, dzięki czemu wydobyłem szczegóły zza okna jak i z cieni wnętrz. A to wszystko bez techniki HDR i przy czułości 800 iso.

Część pomieszczeń wygląda dokładnie tak, jak z czasów pracy kopalni. Tutaj widzimy miejsce przechowywania i ładowania górniczych lamp.

Część wystawowa znajduje się w kilku halach oraz pod gołym niebem, gdzie możemy zobaczyć stację kolejową, normalnotorową i wąskotorowa.

Zgromadzono tu zabytkowe wagony powszechnie znane miłośnikom kolei jak i przeznaczone do wąsko specjalizowanych zadań, które pracowały na powierzchni albo pod ziemią.

Ponieważ ruch jest ograniczony, można bezpiecznie spacerować po stacji i do woli przyglądając się obiektom. W każdą niedzielę miłośnicy kolei podróżują dookoła kopalni wąskotorowym składem.

A to już miejsce przesypywania urobku w wagony.

O ile poprzednie widoki bywały dostępne ciekawskim choćby na Śląsku, zawsze interesowała mnie zawartość wieży przeładunkowej.

Podajnik węgla, wprost z szybu do wagonów.

W większości takich miejsc znajdowały się lokalne warsztaty naprawcze. W tle wszechobecne oliwiarki.

A to już panel windy, czyli wyciągu górniczego. Zapewniał łączność z podobnymi panelami na kolejnych poziomach pod ziemią i przede wszystkim ze sterownią.

Centrum sterowania wyciągiem, jedno z najważniejszych miejsc w kopalni. Manipulatory rozruchu, hamulców, panel łączności, a w tle duża skala z naniesionymi poziomami, na których znajduje się wskaźnik klatki windy, sprzężony za pomocą skomplikowanej przekładni z elementami napędowymi liny.

Hala maszyn. Windy w kopalni Zollern napędzane były silnikami elektrycznymi.

Zbliżenie na jeden z największych silników. Napęd symetryczny, wewnątrz olbrzymie koło, na którym napięta była lina w ten sposób, by wyeliminować ryzyko poślizgu. Gdy jedna klatka wznosiła się, sprzężona z nią druga klatka bądź obciążnik opadał. Dzięki temu silnik musiał pokonać opór jedynie różnicy mas obu klatek, ale i tak jego wielkość oraz moc robi wrażenie.

Blisko megawat mocy przy tak wolnobieżnym silniku wymagał masywnego, gęsto dzielonego komutatora (to te miedziane elementy, którym doprowadzano napięcie do uzwojeń rotora).

Wszędzie, gdzie znajdowały się przekładnie bądź łożyska, można znaleźć charakterystyczne naczynia na smarowidła. Operatorzy maszyn pilnowali, by nigdy nie pozostały puste.

Licznik najprawdopodobniej cykli zmian obrotów, z czasów, gdy nie znano jeszcze tranzystorów ani lamp.

W miejscach, gdzie sterowano średnimi napięciami i dużymi prądami, w charakterze płyt montażowych często stosowano marmur. Był trwały i mocny, niepalny, odporny na ciepło i oferował wystarczającą izolację.

Zdjęcia powstały przy pomocy obiektywu Irix 15 mm i aparatu Pentax K1

Zapraszam na film, z którego dowiemy się także co to są profile obiektywów i skąd je wziąć.