Żegiestów jest magiczny. To kiczowate stwierdzenie dla mnie nie jest pozbawione sensu. Pamiętam go z dzieciństwa, jako jedno z wielu uzdrowisk Doliny Popradu, jednak wyjątkowe, bo w jakiś sposób uroczyste i dostojne. To tu czas nie istniał, a kuracjusze Domu Zdrojowego poruszali się w zwolnionym tempie, zgodnie z sanatoryjnym rytmem. Tutaj pierwszy raz usłyszałem fortepian na żywo, a grano muzykę Szopena. Tu też, nieopodal, znajduje się tunel, owiany mroczną tajemnicą, którego przejazd w dzieciństwie zawsze dostarczał mi wiele emocji.

Dziś Żegiestów to miejsce duchów. Być może powróci do żywych, ale nie będzie to już Żegiestów moich wspomnień.

Pijalnia Anna. Kiedyś kuracjusze dokonywali tu swoistego obrzędu picia wody mineralnej. Napełniali swoje dzbanuszki ze źródła, po czym wstawiali je do miedzianych ogrzewaczy, by nieco rozgrzać lodowatą wodę. W końcu sączyli ją godzinami i tak przepadał im dzień po dniu.

Małe przestępstwo, polegające na wejściu przez dziurę w oknie, dostarczyło mi ponurych widoków. Ostrzeżenia o koncentracji dwutlenku węgla nie są bezpodstawne, co potwierdza nienaturalna ilość porostów. Gaz ten, w dużych stężeniach niebezpieczny dla życia, jest jednak znacznie cięższy od powietrza. Jeśli nie będziemy zaglądać do nisz, nic się nie stanie.

W kącie widać źródło. Za szklaną kopułą tryskają bąbelki. Źródło pracuje i dziś, choć nikomu nie jest już potrzebne. Woda, za którą ludzie gotowi są płacić niemałe pieniądze, rozlewa się w podziemiach pijalni i trafia do potoku.

A tutaj miejsce, w którym lata temu nabierano wodę do dzbanków. I to jest nisza, o której wspomniałem. Woda mineralna ze źródła Anna zawiera dużą ilość dwutlenku węgla, więc postanowiłem nie ryzykować, choć pokusa zajrzenia za otwarte drzwi była wyjątkowo trudna do opanowania. Pomarańczowy osad to wytrącone tlenki żelaza trójwartościowego, które zostaje utlenione z rozpuszczalnego dwuwartościowego, gdy dwutlenek węgla może się uwolnić z wody po wędrówce przez setki metrów warstw ziemi.

Jeden z budynków sanatoryjnych wczesnego Żegiestowa.

Wewnątrz ruina. Ciekawostką jest potok płynący przez budynek, niosący zresztą wodę mineralną ze znajdującej się wyżej pijalni.

Rzut oka w górę decyduje: lepiej tam nie wchodzić.

Za to bezpiecznie można zwiedzić znacznie nowszy budynek w sąsiedztwie.

Były to łazienki, w których zażywano leczniczych kąpieli.

Świetność tego budynku także jest już przeszłością, lecz nadal jest on możliwy do wyremontowania.

W tym miejscu zażywano kąpieli ciśnieniowych.

Pozwoliłem sobie to miejsce podświetlić własnym światłem.

Dolina, w której znajduje się uzdrowisko, jest wyjątkowo zimna i wilgotna. Kilka lat nieogrzewania rujnuje każdy budynek.

Słynny Dom Zdrojowy, ciekawa architektura Szyszko-Bohusza. Perypetie tego miejsca to temat na osobne opracowanie. Nadzieją napawa próba bardzo wątłego remontu, trwającego tam już jakiś czas.

Zdjęcia powstały przy pomocy obiektywu Tokina 11-20 i aparatu Nikon D5300. Towarzyszył im statyw Genesis Base C3 oraz głowica BH-34

Zapraszam na film, z którego dowiemy się jak fotografować opuszczone miejsca.