Z makrofotografią łączy się mnóstwo nieporozumień. Z definicji obejmuje ona kadry o odwzorowaniu 1:1, czyli takie, gdzie wielkość obiektu przed obiektywem równa jest jego obrazowi na matrycy. Jednak producenci mocno naciągają ten termin, próbując go przedefiniować na nic nie znaczącą minimalną odległość ostrzenia. Mamy zatem aparaty z maksymalną skalą odwzorowania 1:5 przy ostrzeniu minimalnym pięć centymetrów, ale w zestawieniach pojawia się tylko ostatni parametr i to on często decyduje o wyborze sprzętu do makrofotografii.

Termin makrofotografii w świadomości większości fotografów został jednak zdefiniowany jako niewiele znaczące „zdjęcia małych przedmiotów z bliska”. I może zostawmy tę nomenklaturę samej sobie, kilka takich ujęć chciałbym dziś pokazać. W tym celu w pewien wiosenny poranek udałem się do krakowskiego Lasu Wolskiego, z Canonem 450D oraz parą Tokin: 12-28 i 10-17.

Tokina 12-28 to typowy szerokokątny obiektyw o średniej jasności, z minimalną odległością ostrzenia 25 cm. Tokina 10-17 natomiast to bardzo nietypowy obiektyw: zoom będący fishem na szerokim końcu i skorygowanym szerokokątnym obiektywem na końcu wąskim. Obiektyw ten ma dość dużą, jak na tak krótką ogniskową, skalę odwzorowania równą 2.5

Tokina 12-28. Szeroki kąt (tu: 28 mm), umiarkowana jasność, a separacja tła bardzo zgrabna.

Dla odmiany kadr z tymi samymi warunkami naświetlania, ale z planem ciągłym. Krytyczne dla takich ujęć przejścia między przestrzenią ostrą, a nieostrą wyglądają całkiem dobrze.

Nie zapominajmy, że główne zadanie tego obiektywu to szerokie kadry. Wyrównany, ostry obraz w każdym fragmencie zdjęcia. Ogniskowa równa 19 mm

Fragment poprzedniego zdjęcia, powiększenie 1:1. Każde źdźbło trawy czytelne i klarowne.

Czas na Tokinę 10-17. Z minimalną odległością ostrzenia 14 cm można niemal przygnieść pierwszy plan. Ogniskowa 17 mm, przysłona otwarta.

Ciekawe zdjęcia możemy naświetlić w najszerszej pozycji. Mimo tylko dziesięciu milimetrów i umiarkowanej jasności F/3.5, ostrość obejmuje sam brzeg grzybów, a szerokie ujęcie dostarcza zróżnicowanych barw.

I na koniec kadr przy 14 mm, czyli w środku zakresu. Dystorsja efektu fisha już praktycznie nie występuje.