Jak zrobić zdjęcia, które będą się różnić od milionów pamiątek z wakacji? Trzeba wybrać się wtedy, kiedy nikt się nie wybiera, w miejsce, w które nikt nie chadza. Pierwsza część wydaje się prosta — dni pochmurnych czy deszczowych nie brakuje. Ale co z miejscami, które są ciekawe, a jednocześnie nikt tam się nie pojawia?

Znalezienie takich kadrów wcale nie jest trudne. Wystarczy przeanalizować mapę atrakcyjnych regionów i znaleźć drogi pozbawione szlaków, które prowadzą dolinami i znikają gdzieś w gęstwinie. Większość turystów musi zdobywać: szczyt, przełęcz, jezioro, schronisko. Wyprawy „do składu drewna i z powrotem” nie cieszą się popularnością. A właśnie tam czekają fotograficzne skarby. Tak naprawdę najpiękniejszy las znajduje się u podstaw gór i na północnych zboczach. Na szczytach i grzbietach las jest przewiany, często skarlały. Jest tam też sucho. Na wilgotnych zboczach można zanurzyć się w dżungli, wiecznie mokrej i zimnej. Można tam znaleźć fantastyczne kaskady wody. Jedną z takich dróg jest okrężny szlak konny z Koninek na Tobołów.

Wybraliśmy się tam z P., aby zrealizować materiał prezentujący pewne nowe urządzenie. O tym z pewnością napiszę wkrótce, a dziś o aparacie malutkim, który także tam zabrałem. Olympus XZ-1 to mój ulubiony kompakt, bo niezawodny. Naprawdę trudno nim zrobić złe zdjęcie i każdemu, kto pyta o aparat „na co dzień”, radzę przede wszystkim skupić się na niewielkiej grupie dobrych kompaktów, którego XZ-1 jest przedstawicielem. O tym, że zdjęcia z plaży czy szczytów gór wyjdą piękne, nie trzeba nikogo przekonywać. Ale jak taki aparacik radzi sobie w trudnych warunkach?

Moją prywatną miarą jakości aparatu jest sposób, w jaki radzi sobie z tego typu scenami. Dobry sprzęt nie przepali spienionej wody i nie dopuści do fioletowego zafarbu kadru.

Kolejna trudna do interpretacji scena ze względu na nietypową barwę wczesnojesiennej mgły. XZ-1 poradził sobie znakomicie.

Dość częstym zarzutem stawianym kompaktom jest ograniczenie zakresu głębi ostrości. Jednak obiektywem o rzeczywistej ogniskowej 24 mm i świetle F/2.5 da się osiągnąć przyjemną izolację tła, jeśli tylko odpowiednio zaaranżuje się kadr.

Rzeczywistą rozdzielczość, to znaczy taką, przy której nie jesteśmy w stanie określić sprzętu, którym zdjęcie zostało wykonane, szacuję na nieco powyżej HD. To wbrew pozorom dobry wynik, bo tylko najwyższej klasy szkła i wybrane matryce przekraczają połowę rozdzielczości natywnej (dla matryc pracujących z filtrem Bayera). Najdrobniejsze detale są wyraźnie w całym polu krycia obiektywu, co widać dobrze na zdjęciach takich jak to.

Aparat ma dwa tryby makro, tak zwany supermakro i zwyczajny. Nazwa pierwszego trybu może mylić, ponieważ co prawda ostrzenie jest możliwe od jednego centymetra, lecz tylko przy szerokim kącie.

W trybie zwyczajnym ostrzenie możliwe jest od trzydziestu centymetrów, lecz w pozycji tele skala odwzorowania nie jest dużo mniejsza niż w trybie supermakro, za to spłaszczenie perspektywy korzystnie wpływa na kadr. Ostrość objęła cały pierwszy plan i jednocześnie zdystansowała tło mocniej niż w trybie supermakro.

Mgła, czy tak zwany brak pogody, to świetna okazja do złapania nietypowych scenerii. Jeśli chcemy uzyskać efekt mroku, wprowadzamy korektę światłomierza w stronę niedoświetlenia.

Kolejna, fantastyczna scena. XZ-1 ma wydajny stabilizator. Mimo, że miałem statyw, nie wyciągnąłem go ani razu. Przy czasach 1/5 sekundy wystarczy zrobić serię trzech ujęć, mając pewność, że przynajmniej jedno będzie ostre.

W jednym z dopływów Koninki znajduje się nieznany turystom wodospad. Dojście do niego jest trudne, brak ścieżek, wspinaczka w błocie konieczna. Główna kaskada mierzy około pięciu metrów wysokości i nie mieści się w kadrze XZ-1. Odejść nie sposób, gdyż z tyłu jest przepaść. Zdjęcie wykonałem na raty, jako panoramę trzech pionowych ujęć.