Są takie szczyty, gdzie zawsze jest gwarno. Kasprowy Wierch, Babia Góra, Leskowiec i oczywiście Turbacz. Samemu tam nie chadzam, ponieważ mogę wtedy zdobyć którąś z gór jeszcze niezdobytych, ale też dlatego, że co jakiś czas ktoś mnie tam zabiera. R. chciał wyjść jak zwykle z Nowego Targu, lecz ja uparłem się na trasę z Łopusznej, znacznie rzadziej wybieraną.

W Gorce idzie się od północy bądź południa. Północne trasy nawet w najdłuższe susze są zimne, ponure i wilgotne. Południowe zaś — jaśniejsze, w czasach bezdeszczowych suche, a w deszcze przypominają tropiki. Każda z dróg ma swój urok, a trasa z Łopusznej to typowa południowa droga.

Ponieważ było nas kilkoro, nie brałem wiele sprzętu. Nie ma nic gorszego od objuczonego fotografa przystającego co chwila, na którego reszta towarzystwa musi czekać. Wybrałem sobie ulubionego Olympusa E-M10 z tak zwanym superzoomem, Olympusem 14-150 oraz jedyny filtr, gradientowy ND 10 Hoya, tym razem w wersji 58 mm. Stawiałem na pogodę dużych kontrastów i tak właśnie było: przelotne deszcze i rozpogodzenia to silne słońce pojawiające się na chwilę między chmurami, a wtedy filtr gradientowy przydaje się, nawet gdy w aparacie pracuje dynamiczna matryca.

W Łopusznej znajdziemy piętnastowieczny drewniany kościół i dwór Tetmajerów, o czym poinformuje nas internet. Ale najciekawsze są zrujnowane domki, o których za kilka lat nikt nie będzie pamiętał. Warto robić im zdjęcia; kwiaty czy drzewa zawsze będą kwiatami i drzewami, taka chatka nigdy już nie powstanie.

Deszcz przestał padać, a w takich chwilach pojawiają się szanse na niepowtarzalne kadry. Oto mgła w Dolinie Łopusznej, a w oddali przejaśniające się niebo. Jednak w trybie automatycznym wszystko przepadło, kontrast jest zbyt duży.

Spróbujmy z RAW-a wyciągnąć cienie i schować światła. Pojawiła się mgła i niebo.

Zdjęcie wykonałem dwukrotnie: bez filtra i z filtrem gradientowym, który obniżył jasność nieba o ponad 3 EV. Dzięki temu mogłem o tę wartość podbić ekspozycję bez ryzyka przepalenia chmur. Prawy fragment to zdjęcie z filtrem, lewy — bez, gdzie cienie zostały wyciągnięte 3 EV mocniej i pojawił się duży szum, w którym przepadły szczegóły.

Obiektyw 14-150 mimo tak dużej krotności ogniskowej jest bardzo dobrym instrumentem. Ma oczywiście słabe strony, jak spadek jakości rogów na szerokim końcu czy umiarkowaną transmisję, ale ostrością zaskakuje. Na zdjęciu Długa Hala pod Turbaczem (1310 m)

Fragment poprzedniego ujęcia. Nadal doskonała szczegółowość, rzecz dla superzoomów niebywała.

Jednak jakiś kompromis musi być: nieco słabsza transmisja objawia się zimnym rozświetleniem cieni w sąsiedztwie silnych świateł. W tym wypadku pnie wiatrołomu w okolicach Kiczory (1282 m) pozbawione są klarowności i zabarwione na niebiesko. Do takich zdjęć lepiej użyć obiektywu stałoogniskowego z dobrymi powłokami, ale też matryca aparatu musi takim kontrastom podołać.

Polana Zielenica. W tle Jezioro Czorsztyńskie, a po lewej w oddali Lubań (1211 m)

W Beskidach, a w Gorcach szczególnie, można znaleźć wiele ruin bacówek, chat, a nawet schronisk. Rok po roku coraz ich mniej.

Okolice Pucołowskiego Stawku. Kiedyś najwyżej położone w Beskidach dziesięcioarowe jeziorko, dziś już tylko zarośnięta nisza, w której po roztopach wiosennych na chwilę zatrzymuje się woda.

Na zboczach Wyszni (1107 m)