Kaprys miałem dziś założyć stare buty, do starego plecaka wrzucić stary aparat i przed siebie iść. Widać, Wielkiemu Przeznaczeniu kaprys się spodobał, gdyż podsunął mi starego busa pełnego emerytów. Oni do Szczawnicy, gdyż Szczawnica w modzie znowu, a ja po drodze hyc — na Jasień.

Miesiąc temu, albo dwa, S. podrzuciła mi kilka filtrów Hoya, bym obaczył sobie świat filtrami widziany. I tak leżały, i wołały „weź nas ze sobą”, aż w końcu doczekały się. Wraz z Canonem 450D, emerytowanym przodownikiem pracy, który zarabiał dobrych kilka lat. Do Canona przypiąłem Tamrona 28-75, jeszcze większego Birkuta. Na pewno widzieliście gdzieś zdjęcia z tego egzemplarza, w marketach, na billboardach czy w kolorowych gazetkach. Czasem, gdy przypomnę sobie tę czy inną sesję, to aż wstyd...

Gdybym miał zrobić fotograficzne zestawienie wszech czasów, Tamron stałby wysoko. Wyjątkowy i jedyny zresztą tak dobry model tej firmy, do tego tani i lekki. A że zawsze ceniłem możliwości, a nie ploteczki, jakoś nigdy niczym go nie zastąpiłem. On po prostu wciąż działa i robi to świetnie, choć pewnie lada dzień wyzionie fotoducha.

Więc zabrałem trzy filtry: polaryzacyjny z serii HD, gradientowy ND 10 i makro PRO1 Digital CLOSE-UP No. 3 Reszta musi sobie jeszcze poczekać.

Na początku zdjęcie bez filtra. Malownicza Przełęcz Przysłopek, na trasie żółtego szklaku na Jasień (1052 m). Tak na marginesie, żółty szlak z Rzek na Jasień i potem do Lubomierza polecam początkującym. Niewiele podchodzenia, a widoki piękne.

Kto kiedyś używał polara, nie będzie zaskoczony. Niebo przyciemniało, jest ogólnie ładniej. To jest najbardziej klasyczny przykład, ale najczęściej do tego filtr polaryzacyjny bywa używany.

Zupełnie inaczej sprawa ma się w środku ciemnego lasu. Na zdjęciu bez filtra, na liściach pojawiły się odblaski tak silne, że zostały prześwietlone. Nie wygląda to najlepiej, powinienem był wprowadzić korektę, ale znowu przy rozjaśnianiu pojawiłby się szum.

Zakładamy polaryzator i odblasków nie ma. Ale nie tylko, zieleń staje się fajniejsza, łatwiej takie zdjęcie obrabiać. Prawdą jest, że efekt przyciemniania nieba można uzyskać na drodze programowej, ale spróbujcie kiedyś użyć polara w lesie, w cieniach, nad wodą, a już nigdy nie zapomnicie go zabrać — tych rzeczy w photoshopie się nie zrobi.

Zdjęcia w lesie, jeszcze przy wpadającym słońcu, to najwyższa poprzeczka stawiana aparatom. Tutaj odblaski dały wrażenie różowej poświaty, widocznej szczególnie na małej jodełce z pierwszego planu.

Polaryzator obronił barwę lasu, a przy okazji wydobył detale z zacienionych pni.

To jeszcze może strumyczek. Bez polaryzatora — nic szczególnego.

Strumyczek z polaryzatorem. Pojawiają się barwne plamy, można szukać kompozycji.

Zmieńmy filtr na coś naprawdę fajnego. To jest bardzo złe zdjęcie robione w trybie automatycznym. Klasycy nie robią takich zdjęć, natomiast sympatycy photoshopa...

... będą walczyć z fizyką. I dobrze, bo da się robić zdjęcia pod światło. Ale my tu mamy Canona, który dynamiką nie grzeszy. Na takiej miniaturce zostanie nam to wybaczone...

... lecz na powiększeniu — spójrzmy na prawą część zdjęcia. W cieniach — smutny widok. Ale dlaczego lewa część tak nie wygląda? Bo użyłem filtra gradientowego. To bardzo dobre narzędzie dla pejzażystów, wygodny, mały, uratuje sceny z horyzontem, także niespokojnym, beskidzkim. Filtr, którego użyłem, jest silny (3 i 1/3 EV), ale gradient jest szeroki więc użyć go łatwo. Hoya ma też filtr słabszy (2 EV), o wąskim gradiencie, do spokojniejszych horyzontów.

Czas pobawić się soczewką makro. Okazało się, że jest to wysokiej jakości, skomplikowany optycznie twór, który nie ma nic wspólnego z tanimi szkiełkami wprowadzającymi olbrzymią aberrację chromatyczną. Nieduże, niedrogie, a z każdego obiektywu zrobi przyzwoite makro.

Widok z Jasienia na Polanę Skalne. Na horyzoncie Mogielica (1171 m). Polaryzator wciąga. Granatowe niebo, żywa zieleń. Czasem jednak warto ustawić pierścień w pozycji pośredniej, będzie naturalniej.

Jedna z mijanych hal, na zachód od Jasienia. W tle Luboń Wielki (1022 m). Polaryzator to nowe wyzwania pracy z kolorem. Trzeba się tego nauczyć, a nigdy do końca nie wiadomo co otrzymamy.