Zrujnowana wojną Polska potrzebowała stali. Trzeba było zbudować potężną hutę. Z wielu miejsc wybrano tereny na wchód od Krakowa. Czysto praktycznie: zaplecze dużego miasta, wykształconych kadr, dobra komunikacja, rzeka, klimat, przeludnienie okolicznych wsi. Powstały plany: wielki zakład i nowe miasto. A że był to czas idei socjalizmu wpajanej twardą ręką, miasto miało być miastem socjalistycznym. Wiedziano, że naród jest dumny i hardy, dlatego sięgnięto do korzeni: treść socjalistyczna, ale forma narodowa. Najlepiej renesansowa.

W praktyce powstała dziwna synteza różnych stylów, z przewagą renesansu. Tu i ówdzie pojawia się attyka, kolumna czy fryz. O ile ścisłe centrum zachowuje porządek, peryferia zaskakują czasem przylepionym do klatki schodowej portalem albo klasycystyczną bramą między blokami. Wszystko jest surowe i monumentalne. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Mieszka się tu wygodnie. Jest przestrzeń, jest zieleń. Jest miejsce, dla dzieci, dla emerytowanych hutników. To najbardziej rozkwiecona dzielnica Krakowa.

W mieście socjalistycznym mieli mieszkać socjalistyczni ludzie. Ten eksperyment oczywiście się nie powiódł, Huta stała się miejscem protestów i walki o wolność. Zresztą po 1956 roku doktryna upadła i miasto rozbudowywało się już w typowym, modernistycznym duchu, przy czym modernizm tu jest raczej górnolotnym określeniem braku jakiegokolwiek stylu.

Fotograficzna wyprawa do Nowej Huty nie byłaby z pewnością interesująca bez tego wstępu. Kontekst w fotografii bywa czasem ważny. Pusty, nieciekawy plac — a gdy zamknąć oczy, słychać śpiewy junaków. Gwizd parowozu toczącego się po nieistniejących już torach. Hasła poparcia i sprzeciwu. Wrzask szczekaczki: „Rozejść się!” Wybuch — to noga Lenina z brązu wylatuje w powietrze...

Plac, niegdyś Centralny, najważniejszy plac socjalistycznego miasta, obecnie nosi imię Ronalda Reagana, człowieka, który przyczynił się do upadku socjalizmu. Widoczny tu tramwaj typu 105Na wkrótce też odejdzie do historii.

Kto rano wstaje, ten fotografuje puste ulice. A w miejscu tym przez dwie dekady stał największy w Polsce pomnik Lenina, niszczony, ośmieszany, a nawet nieskutecznie wysadzany.

Jedna z nielicznych nazw ulic, która nie naraziła się historii.

Im dalej od ścisłego centrum, tym prościej. Monumentalizm ustępuje na rzecz praktycyzmu.

Muzeum Nowej Huty powinien zwiedzić każdy zainteresowany historią tego miejsca. A ponieważ oferuje wyłącznie wystawy czasowe, warto bywać tam cyklicznie.

Tutaj miał stanąć ratusz miejski. Po 1956 roku zrezygnowano z planów, a pusty plac przekształcono w nieduży park.

Osiedle Willowe wcale nie ironizowało nazwą. Przestrzeń, zieleń, niewysoka zabudowa.

Dzisiejsza Huta to spokojne miejsce. Dokazują już chyba tylko sroki i goniące je koty.

Wbrew powszechnej opinii Huta nie zniszczyła tego, co tu było wcześniej. Nowoczesne miasto sąsiaduje z trzynastowieczną wsią Mogiła. Na zdjęciu kościół św. Bartłomieja, jeden z najstarszych drewnianych kościołów w Polsce.

Znikają chaty Mogiły. Pozostało ich już niewiele, opuszczonych, niszczejących...

A to już nasza dzielna grupa podczas zdobywania „czternastometrnika” — kopca Wandy.

Zdobywaliśmy go różnymi sposobami. Część z nas drogą turystyczną, niektórzy — wspinaczkową ;)

Centrum Administracyjne z bliźniaczymi budynkami zwanymi Watykanem i Pałacem Dożów. Huta od dawna nie nosi już imienia Lenina, lecz charakterystyczne megafony z epoki nadal możemy odnaleźć na zdjęciu.