Reportaż fotograficzny to rzecz niełatwa. Reportaż filmowy rzeczą jest trudną. Filmowy reportaż z regat jest rzeczą niewykonalną. Prawie. Wyobraźcie sobie, że macie przenieść tacę kieliszków po brzeg wypełnionych szampanem przez cały pociąg, jadący gdzieś między Katowicami a Zawierciem. W pociągu tym jadą kibice zwaśnionych klubów oraz skrzynki z niewypałami, a wszystkie drzwi są otwarte. Tak mniej więcej się czułem, siedząc na jachcie „Mat”. I to było piękne! A zaczęło się niewinnie.

Dzień wcześniej Bałtyk wyglądał nieszczególnie. Bardziej niż Cieśninę Drake’a przypominał podkrakowski Kryspinów. Pomyślałem: film to film, a życie to życie. Postanowiłem szukać pomocy u J., prosząc o wskazanie jachtu, na którym będzie choć cień szansy złapać jakąś akcję. Ten pomyślał chwilę, chytrze się uśmiechnął i rzekł: poszukaj najstarszego.

Wśród nowoczesnych cacek drewnianego Mata widać było z daleka. Stary jak ja, sporych rozmiarów, bujał się szlachetnie, a ze środka wydobywały się odgłosy sugerujące, że załoga jest zgrana i dokazywać lubi.

Na początku wszystko wyglądało dobrze. Dowiedziałem się gdzie lepiej nie bywać, czym można oberwać i w którym miejscu z pewnością się zmoknie. Do Blackmagica CC przykręciłem ulubionego riga Genesis Gear Subro, dodatkową baterię, rejestrator Olympus LS-10, mikrofon Genesis ST-03 z kotem i oczywiście nowiuteńką filmową Tokinę 11-16 z szarym filtrem zmiennym Hoya. Wraz ze stu pięćdziesięcioma innymi jachtami wypłynęliśmy spokojnie z portu w Dziwnowie.

Ogłoszono start, zerwał się wiatr i okazało się, że Bałtyk zalanym żwirowiskiem nie jest. Zaraz potem kot wyskoczył z mikrofonu i zaczął biegać po pokładzie. Na szczęście został złapany. Chwilę później zrozumiałem, że dźwięku nie nagram, a poza tym musiałbym go mocno ciąć ze względu na emocje załogi, których dostarczały...

...takie przygody. W tym momencie wiedziałem, że nie oddam koła ratunkowego, przy którym od jakiegoś już czasu trzymałem wartę. Pożegnałem się z kamerą, pięknym nowym zoomem i pozostałymi Tokinami siedzącymi w plecaku pod pokładem.

Neptun jednak działał cuda. Kadłuby się muskały, lecz nasza łajba wciąż była cała. Zaraz po tym ujęciu załoga rzuciła się na burtę, by gołymi rękami odbić niepokornych sąsiadów. Cóż za determinacja!

Tokina 11-16 jest tym, czego potrzeba kamerom Blackmagic. Dla matrycy o mnożniku ogniskowej 2.2 ciężko znaleźć szerokie zoomy, na dodatek jeszcze trzymające płaszczyznę ostrości podczas zmiany ogniskowej. Tokina oferuje kąty ekwiwalentu 24-35 mm, a przyzwoita stała jasność pozwala zagrać głębią ostrości.

Dość szybko znalazłem dla siebie miejsce w kokpicie i już stamtąd nie wychodziłem. Jeśli ktoś planowałby zmianę obiektywów bądź innych akcesoriów w warunkach regat, mówię: nie ma szans. Świetnym pomysłem było założenie zmiennego filtra szarego.

Problemem reportażu filmowego w ogóle jest bałagan. Dobre kadry trwają chwilę, a z definicji nie sposób ingerować w akcję — bo nie będzie to już reportaż. Na morzu problemy potęguje permanentny brak poziomów, ograniczone ruchy i osiadające na powierzchni obiektywu krople morskiej wody. Paczka ściereczek niezbędna.

Blackmagic to rewolucja: 13 EV filmu w cenie dostępnej dla śmiertelnika. Sceny jak ta, pod słońce, bez blend i dodatkowego oświetlenia, były do niedawna niemożliwe do złapania nawet przez fotografów. Mimo wielu wad bardzo lubię tę kamerę i nie wyobrażam sobie powrotu do czasów klasycznych filmowych pięciu EV.

Zdjęcia powyższe są stopklatkami filmu. Kto jest spostrzegawczy, zauważy to z pewnością, gdyż inaczej wyglądają kadry reportażu fotograficznego. I nie mam na myśli aspektów technicznych, Blackmagic przy ograniczonej rozdzielczości dostarcza materiału mogącego konkurować z najlepszymi aparatami fotograficznymi. Stopklatki jednak nie będą nigdy dobrymi fotografiami, ponieważ kadr filmowy rządzi się innymi prawami. Ale o tym może kiedy indziej.

Nadmienię jeszcze, że całość została nakręcona przy nietypowej migawce 45° (1/200 s — przeliczając na jednostki fotograficzne), co bywa korzystne przy dynamicznych ujęciach sportowych. Standardowa migawka 180° (1/50 s) dałaby obraz wyraźnie poruszony. Temat migawek w filmie jest okryty największym niezrozumieniem i kiedyś tę sprawę wyjaśnię, zaznaczając w tej chwili, że nie powinno się jej skracać poniżej 1/200 s i to w wyjątkowych wypadkach.

Zapraszam na swoją próbę zmierzenia się z morzem.