Nad morze jedzie się po to, żeby się nudzić. Tak to pewnie wygląda z zewnątrz, dla mnie jednak morze to przede wszystkim plażowa czytelnia. Zabrałem też ze sobą trochę sprzętu do fotografowania, między innymi Canona 5DII i lustrzanego Samyanga 300 mm, zaprojektowanego dla niepełnoklatkowych matryc, ale w praktyce doskonale sobie radzącego także z dużym wymiarem.

Na początek kolejny z milionów, klasyczny zachód słońca. No, może z dziesiątek tysięcy, bo ogniskową 300 mm nie każdy ma pod ręką na co dzień. Obraz klarowny, ostry; miło.

Obiektywy lustrzane znane są z charakterystycznych kółek. Jeśli poszukamy odpowiedniego kadru, kółka mogą nam zagrać ładną melodię.

A tu już przykład obalający mit, że lustrzane obiektywy są kiepskie. Jachty znajdują się mniej więcej milę od brzegu.

Na powiększonym fragmencie poprzedniego zdjęcia nadal wszystko jest ostre i wyraźne. Tak naprawdę największym problemem długich ogniskowych są zjawiska atmosferyczne ograniczające widoczność: mgła i drgania powietrza.

Silne teleobiektywy wzmacniają żywioły. Nieco większe fale zamieniają się w sztorm, zwłaszcza jeśli zadbamy o ukrycie elementów stanowiących o skali porównawczej.

Wystarczy położyć się jak najniżej i poprowadzić oś tuż nad powierzchnią wody, by złapać taki nietypowy zachód. Teleobiektyw znowu wzmocnił fale, w których kąpie się słońce.

I raz jeszcze możliwości optyczne lustrzanego Samyanga. Pionowy oryginał...

... i kadrowany poziom. Ostrość, jakość — wciąż zachowana. A przy tym jak lekko w plecaku!